Tęczyńscy





Nawój lat trzydzieści kilka, postawa piękna, męzka, strój rycerski, broda i wąsy czarne, miecz u boku, pas, lekka czapeczka na głowie.

DOROTA
(do siebie.
)
To on— to on! W sam czas — powiem mu wszystko, powiem otwarcie. — Pomoże mi przeciw nim.

NAWÓJ
(do ludzi za fórtą.
)
Idźcie na basztę, prędzej, klucze u burgrabiego — oporządzić izby, rozpalić ognie —
(postrzega Dorotę).
Wiecie Miłościwa Pani o pośle!
DOROTA.
Jakże nie, i P.
Janowa przybiegła mi tu o tem oznajmić cała pomięszana — I jest czego — Raz w kilkanaście lat zdobyli się przecie na odwiedziny!
NAWÓJ.
Znać wprzód nie widzieli potrzeby.

DOROTA.
Coż za potrzeba była, odwiedzać dziecię braterskie, sierotę w pieluchach. — Nie dośćże było rządzić włościami i pobierać
dochody?
NAWÓJ.
Nie mówcie tak — Mnie to za nich boli. —
DOROTA.
Bądźcie pewni, że ichby to nie zabolało! Oni mają serca kamienne.
NAWÓJ.
Nie mogą mieć inszych — Mężom takim, jak oni, niema czasu do kochania, do kobiecych czułości.
DOROTA.
I wy ich bronicie?—
NAWÓJ.
Ja ich pojmuję i patrzę na nich ze czcią i uszanowaniem — Są to słupy, na których ramionach wspiera się dom wasz, ojczyzna, królestwo, sprawy krajowe.
— Oni są nie ugięci jak słupy. —
DOROTA.
Dobrzeście ich porównali, Nawoju, ale ja nie mogę kochać słupów. — Choćby one trzymały gmach mogący mi upaść na głowę.
Ja nie mogę ich kochać, być im wdzięczną — oni nie pamiętali o sierocie, sierota wzięła do serca tych, co jej osłodzili sieroctwo.
NAWÓJ.
To zastępcy waszego ojca — waszej matki. —
DOROTA.
Nie bluznij! Zastępcy ojca — matki. Któż może ojca — kto w świecie matkę zastąpił O! nikt! o! nikt! o! nigdy.
Jeszczeż ojca!


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 Nastepna>>